Czy brudne naczynia mogą być powodem zaburzonej równowagi?

brudne naczynia

Jakiś czas temu na jednej z grup facebookowych przeczytałam anons młodej mamy poszukującej kogoś do opieki nad jej niemowlakiem, żeby ona mogła w tym czasie spokojnie posprzątać i ugotować.

Ciekawa jestem Twojej reakcji na takie ogłoszenie 🙂 .

Ja poczułam smutek – później wyjaśnię dlaczego.

Z jednej strony pomysłowa, zaradna dziewczyna, nie boi się szukać pomocy. Z drugiej strony – mnie osobiście treść zaskoczyła, bo ja wolałabym poszukać kogoś, kto za mnie posprząta i ugotuje, a ja w spokoju będę mogła się zająć niemowlakiem 🙂 . Oczywiście, gdy dziecko ma około 2 lat, a Ty ciągle siedzisz nim w domu i nie możesz w spokoju nawet z toalety skorzystać, to pewnie perspektywa się zmienia 🙂 . Ale w tym przypadku chodziło  o dwumiesięcznego niemowlaka…

 

A jak to się ma do brudnych naczyń i równowagi?

Po pierwsze

W tej całej gonitwie, dążeniu do doskonałości i perfekcyjności gubimy priorytety. Fakt, nie mnie oceniać, czy ważniejsza jest czysta podłoga, czy potrzeby emocjonalne dziecka – każdy wie swoje. Pytanie tylko, czy aby na pewno swoje. Przecież nie dla wszystkich rodzina jest najważniejsza. I odwrotnie nie dla każdego priorytetem, ani wskaźnikiem poczucia wartości  jest wypucowane mieszkanie.

 

Po drugie

W tej całej gonitwie, chęci bycia perfekcyjną mamą i panią domu zapominamy o sobie. Wracając do historii z początku posta. Tak sobie myślę, że ta mama gotowa oddać niemowlę w ręce obcej osoby, musi być bardzo samotna, skoro nie może jej odciążyć nikt z bliskich. Do tego potrzebuje tej pomocy nie po to, by iść na masaż, czy na kawę z koleżankami, ale żeby …spokojnie posprzątać i ugotować.

Czyli moje potrzeby jako kobiety, człowieka są na szarym końcu? I właśnie dlatego, czytając ten anons, zrobiło mi się smutno.

 

Po trzecie

Przyznam, że pisząc o tym w 21 wieku czuję pewien niesmak. Równouprawnienie wydaje się być czymś oczywistym, ale jak zaglądam na niektóre blogi prowadzone przez mamy, to włos jeży mi się na głowie.

W Polsce mamy wielkie szczęście, że mamy możliwość wziąć roczny „urlop macierzyński” (w Stanach mają tylko kilka tygodni). Jednak niezależnie od tego, czy mama decyduje się po tym „urlopie” wrócić do pracy, czy pozostać z dziećmi w domu, nie oznacza to, że tylko ona jest odpowiedzialna za dom i związane z nim obowiązki.

Wspominałam  już o tym w  poście dlaczego sprzątnie zaburza równowagę.

Ja żyję w świecie, gdzie partnerski model rodziny jest oczywisty. Okazuje się, że nie dla wszystkich.

Niektórym wciąż się wydaje, że tylko mężczyzna może czerpać satysfakcję z pracy i np. jeśli to on „utrzymuje rodzinę” to ma prawo umyć ręce od wszelkich spraw domowych.

Jednak jeśli sama nie wiesz, w co włożyć ręce, a nie poprosisz o pomoc, nie określisz swoich oczekiwań, to …może się zdarzyć, że nikt się nie domyśli, że tej pomocy potrzebujesz.

 

 

Po czwarte

Nie doceniamy facetów.

I wcale nie zaprzeczam sama sobie, bo w poprzednim punkcie pisałam o tym, jak to faceci unikają prac domowych 🙂 .

Chodzi o to, że niesprawiedliwie oceniamy tych, którzy już taki wysiłek wkładają. Po pierwsze porównujemy to, co i jak robią z tym, co robimy i jak robimy my. Tymczasem facet porównuje swoje wysiłki albo do tego, co robił jego ojciec w domu albo co robią jego kumple – no i konflikt gotowy…Bo żona porównuje wysiłki męża ze swoimi, a on porównuje się z innymi mężczyznami.

Poza tym, co z tego, że pranie wisi krzywo, że obiad niedoprawiony albo kupiony i odgrzany, że dziecko przewinięte nie w taki sposób, jak my to robimy. Najważniejsze, że pranie wisi i to nie Ty musiałaś je rozwieszać, że obiad jest i to nie Ty stałaś przy garach i że dziecko ma sucho i jest w ramionach taty 🙂 . Więc może czasem warto skoncentrować się na tym, co facet zrobił, a nie ganić go za to, że zrobił to źle 🙂 .

 

Równowaga nie znaczy po równo

Jak zwykle w równowadze nie chodzi o to, by było po równo, ale by funkcjonować efektywnie, wydajnie, komfortowo, w zgodzie ze swoimi predyspozycjami, wartościami itd.

Tak samo podział obowiązków w rodzinie nie musi i pewnie nigdy nie będzie do końca obiektywnie sprawiedliwy. Ważne jednak, by odpowiadał wszystkim stronom, dlatego zachęcam do wykonania Ćwiczenia ( możesz je również znaleźć we wspomnianym już wyżej wpisie).

Zachęcam ponadto do lektury książki autorstwa Sharon Meers i Joanny Strober „50/50. Przewodnik dla pracujących rodziców, jak wspólnie złapać balans między pracą a rodziną”.

 

Gdy brudne naczynia zaburzają Twoją równowagę

Jeśli czujesz, że podział domowych obowiązków zbytnio obciąża Ciebie. Nie masz ani czasu ani sił, by zająć się innymi sferami życia, to chyba czas uznać, że życie nie kręci się wokół czystej podłogi, czy umytych naczyń i… odpuścić.

Albo zaproponować nowy podział obowiązków.

Możesz do tego wykorzystać grę i aplikację Micasa*.  Jej twórcy promują ideę, że „wzajemne wspieranie się i mobilizowanie do działania buduje zdrowe relacje, oparte na partnerstwie”. Celem gry jest uzyskanie podziału 50%-50%.

Zawsze można to zrobić na próbę i zmienić ustalenia, jeśli w praktyce okaże się, że nie jest efektywnie i nie wszystkim członkom rodziny podział obowiązków odpowiada. Myślę, że dobrą okazją będą nadchodzące świąteczne porządki 🙂 .

Jak myślisz?

 

Miłego dnia

Gracjana

 

*nie jest to post sponsorowany 🙂